Wydawać by się mogło, że szczęśliwi są ci, którzy mają wszystko — bo żadnych zmartwień, że czegoś zabraknie, nie doświadczają. Rozsądnie myśląc, tak być powinno — gdy materializm zawładnął wszystkim, co trzyma nas przy życiu.
A jednak ta pustka w środku ciągle o sobie przypomina. Mam dom — nie, to nie to. Samochód — daj spokój. Podróże — może coś jeszcze. Ubrania, perfumy — nie bardzo. Wykwintne jedzenie — ble.
Więc czym zapełnić to puste miejsce? Co wlać tam, by wreszcie uspokoić ten głód, wypełnić tę dziurę? Złoto, perły, brylanty, tantiemy — nic nie działa.
Zapomnieliśmy chyba, co tak naprawdę ważne jest w życiu. Tak, pieniądze są ważne, potrzebne. Przecież lepiej płakać w Porsche niż w kartonie pod mostem.
Ale to nie chodzi tylko o posiadanie czy towarzystwo — czasem to radość, czasem zgrzyt i niesnaski.
Goniąc za pieniędzmi, pozwoliliśmy sobie zapomnieć o wielu ważnych sprawach. O sztuce, muzyce, literaturze — o tym, co daje głębię, sens i napełnia duszę.
I czyja to wina? Czy znowu zwalać odpowiedzialność na system? No dobrze. Gdyby nie nasza uległość, system sam niczego by nie osiągnął. Gdybyśmy nie dali się prowadzić obietnicą łatwego życia i bezpieczeństwa, nic by się nie zmieniło.
Przez nasze słabości i chęć wygody pozwoliliśmy, by człowiek stał się „na pysk”. Ale chyba najgorsze — to że pasuje nam zabranie odpowiedzialności za własne życie.
Może czas ruszyć głowy i zejść z autopilota. Ruszyć do wnętrza, zaczynać dostrzegać prawdziwy sens życia.
Dla każdego będzie to coś innego — ale ważne, by ten sens znaleźć. I dać mu szansę rozkwitnąć.
Nie wiem, czy mam gotową odpowiedź. Wiem jednak, że wielu ludzi czuje podobnie — tę pustkę, zagubienie w bezrefleksyjnym pędzie.
Może warto zacząć od małych kroków: być bardziej świadomym, mniej uległym, bardziej obecnym. Może właśnie wtedy pojawi się spokój i sens, których szukamy.

Dodaj komentarz