Od dłuższego czasu walczę o swoją niezależność. Różne drogi, różne próby, a jednak los burzy to jak domino, nie pozostawiając żadnych złudzeń.
Każdego ranka otwieram oczy z nową energią i planem działania, sprawdzam owoce dnia poprzedniego — i znów policzek. Nie moje myśli kłębią się w głowie, starając się zachwiać fundament światła, jakby celem były tylko zgliszcza.
Wyłapuję te myśli bez reakcji, bez szarpaniny emocji. Jestem silniejsza. A wy też tak macie?
Kiedy w ciszy leśnej osiągam szczyty błogostanu, wszechobecna miłość tętni swoim własnym życiem — dostaję zapewnienia od Źródła, Wszechświata:
Jesteś światłem, które zwycięży każdy cień.
Jesteś miłością, która prowadzi cię do rajskich ogrodów.
Jesteś chroniona, kochana i zaopiekowana.
I ja temu wierzę.
Jeszcze parę miesięcy temu, obrażona na Stwórcę, szukałam szczęścia w magii, afirmacjach, rozkładach gwiazd. Jednak pustka, która wypełniała moje serce, aż krzyczała do nicości.
Aż pewnego dnia sam Bóg zapolował na moją uwagę.
Przeglądając media społecznościowe, trafiłam na film, który rozpuścił moją obrazę, gniew i głaz w sercu. Światłość, jaka na mnie spłynęła, przełamała barierę samoosądu i wpuściła niesamowite pokłady miłości.
Płakałam jak dziecko z radości, bo poczułam całą sobą, jak bardzo jestem kochana — że sam Bóg do mnie przemówił.
I choć obserwuję ślepe ataki sił ciemności na każde moje staranie, ta siła mnie nie opuszcza, a wręcz umacnia z każdym kolejnym ciosem.
Nie wiem, czy to ma sens, ale czuję się coraz silniejsza i bardziej wspierana, mimo że nic nie wychodzi.
Wiecie, dlaczego? Bo muszę być naprawdę potężnym zagrożeniem dla systemu, skoro tak wytrwale starają się zablokować każdy mój krok.
Nie łamię się, nie załamuję — wręcz przeciwnie. Każdego dnia, po kolejnym kopniaku, czuję, jak nowe pokłady motywacji napędzają mnie do działania.
Jestem siłą. Jestem światłem. Jam jest.
Niepowodzenia stały się paliwem, by próbować dalej. Dzięki atakom sił ciemności staję się silniejsza i bardziej pewna siebie.
Biedni archonci tylko upewniają mnie w tym, jak mali i jak niegroźni są dla mojej istoty światła.
Odbijają się od mojego pola energii niczym piłeczki pingpongowe, zostawiając swoją energię, która jeszcze bardziej mnie umacnia.
Jak myślicie, może powinnam im podziękować?
Jednak uciszam swoje ego.
Odkąd Bóg jest ze mną, nie używam już języka, który nie pochodzi z miłości i światła.
Idę dalej z podniesioną głową.
Kreuję swoją rzeczywistość.
Może właśnie tak ma być? Buduję swoją siłę z przeciwności, aby powstać silna światłem i miłością.
Wiem, że Bóg ma swój plan na mnie. Na każdego z nas.
Nie pozwólmy, by siły znacznie niższego kalibru zatrzymały nasze serca, w których mieszka sam Bóg.

Dodaj komentarz